Z głębi Podlasia
Biebrza o świcie,
kiedy jeszcze nikt nie patrzy
Jest kwadrans po czwartej, koniec kwietnia, temperatura trzy stopnie powyżej zera. Mgła nad rozlewiskami nie pochodzi z wody — pochodzi spomiędzy trzcin. Wisi w powietrzu tak nieruchomo, że ma się wrażenie, jakby czas przestał iść, a zaczął oddychać. Na drewnianej kładce stoi trzech mężczyzn w gumiakach i nie odzywają się od dwudziestu minut. Dwóch ma aparaty, trzeci ma blok szkicowniczy. Czekają, aż wstanie słońce.
Biebrzański Park Narodowy od dawna jest rajem ornitologów, ale ostatnie lata przyniosły nową falę przyjezdnych — artystów, którzy przyjeżdżają tu nie po zdjęcia konkretnych gatunków, tylko po coś, czego nie da się nazwać krótko. Po pustkę, która nie jest pusta. Po rytm, którego nie narzuca żaden kalendarz. Po doświadczenie skali, w której człowiek przestaje być środkiem kompozycji.
Spędziliśmy z nimi cztery dni. O tym, co z tego wynikło, piszemy w długim reportażu — razem z pięcioma nazwiskami malarzy i fotografów, którzy Biebrzę uważają za swoje drugie atelier.
Czytaj reportaż
Wszystko o regionie →